piątek, 31 stycznia 2014

Mongol Hel, czyli język mongolski

Jakiś czas temu zapowiadałem, że skrobnę coś o języku, którego się "uczę" już od prawie pół roku, czyli mongolskim. Skąd mongolski? Otóż miałem do wyboru taki lektorat na magisterce i stwierdziłem, że może być ciekawie :) Nie no, tak naprawdę nie pasował mi angielski (o barbarzyńskiej godzinie 8 rano), a co więcej wiedziałem, że mongolski można zaliczyć bez poważniejszego wkładu własnego (zaliczenie - ułożenie 10 zdań, pisemnie, w domu ;)

Mongolski jest językiem oficjalnym oczywiście w Mongolii, ale tak naprawdę więcej osób używa go w Chinach, gdzie mieszka większość Mongołów. Przez to język ten jest rozdarty pomiędzy dwa systemy pisma: w Chinach zapisuje się go tradycyjnym pismem mongolskim, którego korzenie sięgają pisma fenickiego, a w Mongolii za pomocą cyrylicy. 



Pismo mongolskie jest alfabetem zapisywanym z góry na dół. Mongołowie zapożyczyli je w średniowieczu od Ujgurów.

Ja uczę się tylko wersji z cyrylicą, którą przy okazji sobie odświeżam (trudna!).

Mongolski należy do rodziny języków ałtajskich, razem z tureckim, azerskim czy kazachskim. Do najtrudniejszych jego cech należą niemożliwe niekiedy do wymówienia zbitki spółgłoskowe, podział samogłosek na długie i krótkie oraz harmonia wokaliczna. Ta ostatnia polega na tym, że w wyrazie mogą się znaleźć tylko samogłoski należące do tej samej grupy. Mongolskie samogłoski dzielą się na dwie takie grupy: w jednej są e, u, o,  w drugiej a, ʊ, ɔ, oprócz tego jeszcze neutralne i, które może się znaleźć w dowolnym wyrazie. Mongolski jest tak samo jak np. fiński, węgierski czy japoński językiem aglutynacyjnym, czyli budującym wyrazy z szeregu różnych "końcówek" (afiksów), z których każda ma tylko jedno znaczenie. 

Podsumowując: trudny język, na pewno nie do nauczenia się (po co? ;), ale z językoznawczego punktu widzenia bardzo odkrywczy. A jeśli komuś się podoba, to Mongolia oferuje Polakom stypendia w Ułan Bator, pewnie niezła przygoda ;) 

piątek, 3 stycznia 2014

2013 rok - raport językowy

Koniec roku to zawsze czas podsumowań. Żeby się nie rozwodzić, będzie szybko i w punktach:

* Zdany egzamin HSK 5, czyli oficjalnie mogę się chwalić chińskim na poziomie zaawansowanym. (Żeby nie było tak różowo - w rzeczywistości słówka obowiązujące na ten poziom opanowałem dopiero pod koniec roku i dopiero teraz czuję, że naprawdę bez wyrzutów sumienia mogę powiedzieć, że jestem na poziomie C1).
* Pełen zapału zakładam bloga!

II
* Nadal pełen zapału! Hurra!
* Zaliczanie semestru zakończone powodzeniem.

III - V
*  Z zapałem już trochę gorzej... Piszę licencjat i powoli inne zadania schodzą na drugi plan. 
* Mam dwóch gości z Brazylii poznanych przez Couchsurfing (hmm, temat na posta, koniecznie!). Szlifuję w ten sposób praktyczny angielski i coraz bardziej zapalam się do nauki Portugalskiego :)

VI
* Egzaminy zdane, szczególnie zadowalający był dla mnie egzamin z konwersacji z chińskiego, byłem bardzo zadowolony z tego jak mi poszło, mówiłem m. in. o tym, jak na różne sposoby można pomagać Afryce. Konwersacje - 4,5.
* Japoński - 4, niestety poniżej moich oczekiwań (musiałem jeszcze coś specjalnie poprawiać na tę czwórkę). Koniec mojej nauki japońskiego na uczelni! Szkoda :( Niestety przez dwa lata nauczyłem się stosunkowo niewiele. Na pewno nie tyle, ile zamierzałem i miałem nadzieję. Mój poziom określiłbym tylko jako lekko powyżej A1. Niestety mury uczelni nie zawsze są najlepszym miejscem do nauki języka...

VII
* Licencjat obroniony! A potem odpoczynek :)
* Zaczynam zabawę z portugalskim z Duolingo!

VIII
* Powoli wracam do pracy nad językami i blogiem. W wakacje miałem wolne, ale jestem bardzo zadowolony z tego, ile zrobiłem przez ten czas. Szczegóły tu.

IX
* Kończę czytać 1. część Harry'ego po francusku.

X
* Zaczynam studia magisterskie, czyli dalszą przygodę z chińskim.
* Mój drugi język na studiach to mongolski, o którym nadal jeszcze nie napisałem.

XI
* Zostaję opiekunem przemiłej Nowozelandki, która przyjechała do Poznania w ramach projektu AIESEC. Czyli duużo angielskiego w praktyce! Niedługo postaram się napisać więcej na ten temat.

XII
* Święta i odpoczynek :)

W lipcu wyznaczyłem sobie cele językowe na resztę roku. Czas je zrewidować:

Angielski: C1 - Wiedziałem że nie ruszę się za bardzo dalej, i miałem rację. Po tym roku na pewno jestem jeszcze bardziej pewny swego poziomu. Nie sądzę jednak, żeby udało mi się dosięgnąć proficiency wcześniej niż za 2 lata.

Chiński C1 - Na papierze, i co ważniejsze, w praktyce również (za tydzień spotkanie z dawno niewidzianym chińskim znajomym, będzie okazja na sprawdzenie się)

Francuski B1 - Owszem, ale tylko, jeśli chodzi o czytanie. Francuskiego przestałem się uczyć ostatnio nawet na Duolingo. Miałem w tym roku tylko parę sytuacji, w których mogłem sprawdzić się w tym języku. Nie było źle, słuchanie idzie mi nieźle, mówienie znacznie gorzej. Swój ogólny poziom określił bym gdzieś pomiędzy A2 i B1.

Japoński A2 - Ciężko powiedzieć. Niestety nie mam za wiele okazji, żeby przećwiczyć mój japoński. Wiele umiem powiedzieć, trochę czytam, nie wiem niestety, czy naprawdę dogadałbym się z Japończykiem. W tym roku w "środowisku naturalnym" czyli poza uczelnią, mówiłem po japońsku tylko raz, na dniach japońskich w Poznaniu.



Portugalski A2 - Myślę, że raczej A1. Jest to dla mnie banalnie prosty język i jeśli chodzi o czytanie to chyba idzie mi już lepiej niż po francusku, daję sobie radę nawet z dłuższymi artykułami. Nie miałem jednak jeszcze za wiele okazji, żeby mówić.

Podsumowując, językowo był to dość dobry rok. Wkrótce postaram się napisać o moich językowych (i blogowych) planach na 2014!