Hej! Prowadzę fiszkarium już od ponad dwóch lat. Czasami faktycznie brak mi nieco konsekwencji i regularności w publikowaniu postów, ale zapewniam, że blog nadal będzie działał. Obecnie dużym problemem jest dla mnie kapryśne działanie Bloggera, gdyż od 8 miesięcy przebywam na stypendium w Chinach, gdzie witryna ta, podobnie jak Facebook czy Youtube, jest zablokowana. Mimo to staram się publikować coś wtedy, kiedy się da. W trakcie pobytu w Azji postanowiłem założyć też bardziej prywatnego bloga, na którym zapisuję swoje wrażenia z Chin - głównie dla siebie samego (pamięć już nie ta) i najbliższych znajomych :) Ale kto wie, może komuś akurat przypadnie do gustu moja relacja, zamieszczam więc linka i zapraszam do obserwowania :)
Zainspirowany artykułem o perspektywach zawodowych dla osób uczących się języków Europy Środkowej i Wschodniej, postanowiłem bliżej przyjrzeć się tematowi i subiektywnie ocenić te języki, nie tylko pod względem ich użyteczności w pracy. Zainteresowanych odsyłam do posta dotyczącego łotewskiego i litewskiego. Dziś z kolei przyjrzymy się dokładniej innym dwóm blisko spokrewnionym językom z północy: chodzi o estoński i fiński.
2. Fiński, Estoński
Mój dobry znajomy studiował kiedyś filologię fińską. Zawsze narzekał, że mają co niemiara gramatyki do wkuwania, a nie przekłada się to w zadowalającym stopniu na ich zdolności językowe. Faktycznie, fiński i estoński, jako języki aglutynacyjne, mogą się nam jawić jako dość trudne. Czym różnią się one od języków fleksyjnych takich jak polski?
Weźmy za przykład czasownik idzie - i jest rdzeniem, mówiącym nam o rodzaju czynności, -dzie natomiast sufiksem, uzupełniającym znaczenie czasownika o niezbędne dla nas informacje gramatyczne: kiedy czynność się odbyła, kto był jej wykonawcą, czy jest ona dokonana itd. U nas wszystkie te informacje zawierają się w jednej końcówce. Gdybyśmy zmienili czas, powiedzielibyśmy szedł, będzie szedł, liczbę - idą, czas razem z aspektem - poszedł, pójdzie - jak wiemy wymieniać można jeszcze długo. W językach aglutynacyjnych natomiast dla każdej z tych kategorii mamy osobną końcówkę. Przykład widzimy poniżej:
talo – dom (rdzeń wyrazu) talossa – w domu taloissa – w domach taloissani – w moich domach taloissanikin – w moich domach też taloissanikinko – czy też w moich domach?
Dlatego właśnie wyrazy w językach aglutynacyjnych mogą nam się wydawać przerażająco długie. Poza tym, w języku fińsku napotkamy zjawiska zupełnie nam nieznane, takie jak harmonia wokaliczna czy sandhi.
Fińska gospodarka ostatnio nie jest w najlepszej kondycji, a podstawy państwa opiekuńczego chwieją się w posadach. Jest to związane przede wszystkim z bezprecedensowym kryzysem Nokii w epoce smartfonów oraz przyjęciem Euro, które uniemożliwia Finlandii zamortyzowanie negatywnych skutków tej tragedii. Estonia co prawda jest na całym świecie postrzegana jako wzór innowacyjności i udanej cyfryzacji, jednak podstawowym problemem jest tu fakt, że język estoński jest używany zaledwie przez ok. milion mieszkańców tego małego kraju, w którym do tego nie powinniśmy mieć problemów w dogadaniu się po angielsku czy rosyjsku. Podobnie sytuacja wygląda w Finlandii - 5 milionów użytkowników to nadal niewiele, a znajomość angielskiego wśród nich bardzo dobra.
Fińskiego możemy uczyć się na filologiach UAM oraz UW. Na ugrofinistyce UW możemy wybrać estoński jako lektorat.
Przejdźmy do subiektywnych ocen!
Zainteresowanie: 4/5
Kultura dwóch nadbałtyckich krajów jest oryginalna i ma wiele do zaoferowania. Niemało znam fanów fińskiej muzyki, wystarczy wspomnieć chociażby Nightwish. Finlandia ma też najwyższy współczynnik zespołów metalowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Niestety, duża cześć fińskiej muzyki okraszona jest angielskimi tekstami. Poza muzyką warta uwagi jest Kalevala, narodowy epos, który wywarł niemały wpływ na literaturę europejską, szczególnie fantasy (inspirował się nią m. in. Tolkien). Coraz większe uznanie zyskują sobie także estońskie filmy (Mandarynki, Nasza Klasa), dużym poważaniem na świecie cieszy się animacja. Poniżej jeden z klasycznych już filmów animowanych: Noc marchewek. Jak widzimy, Estończyków cechuje niesłychanie surrealistyczne podejście do świata :)
trudność: 5/5
jeśli kogoś nie przeraża 15 przypadków czy takie pojęcia jak sandhi lub harmonia wokaliczna, to życzę powodzenia!
przydatność: 2/5:
Finlandia i Estonia to kraje innowacyjne i zaawansowane gospodarczo. Znajomość fińskiego lub estońskiego jako drugiego lub trzeciego języka obcego może być atutem, szczególnie w telemarketingu, outsourcingu, oraz dla osób z wykształceniem informatycznym. Nie spodziewajmy się jednak fajerwerków.
Ja osobiście nie jestem szczerze zainteresowany nauką ani fińskiego, ani estońskiego. Kraje te wydają się niezwykle ciekawe, ale podsumowując wszystkie powyższe argumenty muszę stwierdzić, że nauka języka byłaby stratą czasu. I to w dużych ilościach :)
Znalazłem w internecie infografikę przedstawiającą obrazowo jak wiele użytkowników mają najbardziej rozpowszechnione języki świata i skąd owi użytkownicy pochodzą. Niespodzianek nie ma: królują Chiny, Indie i duże, kolonialne języki Europy. Co nadal może dziwić, to faktyczny ogrom Chin i Indii w porównaniu do zasięgu np. hiszpańskiego czy arabskiego na całym świecie. Oczywiście, języki dwóch azjatyckich gigantów są silnie zdialektalizowane i często mieszkańcy dwóch położonych obok siebie dolin nie są w stanie się zrozumieć, ale to samo, do pewnego stopnia, można powiedzieć też o francuskim czy portugalskim. W Chinach jednak jednoczy ich pismo i jako taka znajomość języka mandaryńskiego. W Indiach mamy większą różnorodność językową, wiele naprawdę dużych języków. Ich użytkownicy w dużym stopniu są w stanie porozumiewać się też angielskim oraz hindi. Uważam więc, że porównywanie na takich samych zasadach chińskiego, języków Indii oraz Europy ma sens. Jeśli już mowa o Indiach, zdziwiła mnie obecność na grafice języka Lahnda, o którym nigdy nie słyszałem. Jak się okazuje, jest to dialekt pośredni między Sindhi i Pendżabskim.
Naszej ojczystej mowie zabrakło kilkudziesięciu milionów żeby znaleźć się w zestawieniu ;)
Dla porównania pod spodem mamy wykres przedstawiający kraje, w których używa się największej liczby języków. Na czele Papua-Nowa Gwinea.
Zdarza mi się czasem przeglądać artykuły na forsal.pl, mimo że poziom dziennikarstwa nie odbiega tam zbytnio od naszego polskiego miernego standardu. Dziś trafiłem na wspomnianym portalu na artykuł związany z nauką języków Europy Środkowej i Wschodniej, szczególnie pod kątem perspektyw zawodowych. Może warto dokładniej się przyjrzeć tym językom ,nie tylko pod tym kątem? Pozwolę sobie bardzo subiektywnie je ocenić: na ile są ciekawe, trudne i potencjalnie przydatne życiowo. Zacznijmy od języków bałtyckich.
Języki te należą, podobnie jak polski, do rodziny indoeuropejskiej. Przed wiekami stanowiły jedną gałąź z językiem prasłowiańskim, a ich odłączenie się było jednym z ostatnich większych podziałów w obrębie rodziny. Ludy bałtyckie zamieszkiwały trudno dostępne tereny, odgrodzone od ziem reszty Słowian pojezierzami, bagnami i puszczami. Okazało się to kluczowym czynnikiem, który sprawił, że litewski i łotewski uważa się za najbardziej konserwatywne i najbliższe językowi praindoeuropejskiemu. Dzięki temu szczególnie litewski był w centrum zainteresowania językoznawców w XIX i XX wieku.
Współcześnie oba języki razem mają około 5 milionów rodzimych użytkowników. Z pewnością nie robi to wrażenia, szczególnie biorąc pod uwagę niekorzystne prognozy demograficzne dla państw bałtyckich, daleko posunięte zjawisko emigracji oraz niepewny status obu krajów, w których nadal silne są wpływy Rosji, także w sferze języka.
zainteresowanie: 4/5
Litwa i Łotwa są historycznie i geograficznie związane z Polską, a jednak bardzo mało wiemy o kulturze tych krajów. Warte zgłębienia są np. tematy łotewskich Liwów, genezy wysokiego współczynnika samobójstw na Litwie, oraz podobnych do naszych starań o niepodległość (bałtycki łańcuch).
trudność: 4/5
Na tle Europy Środkowej i Wschodniej dla nas te języki mogą się jawić jako trudne. Bardzo odlegle spokrewnione są nawet ze sobą nawzajem, a co dopiero z polskim. Jako konserwatywne języki indoeuropejskie zachowały wiele ze skomplikowanej gramatyki naszego wspólnego prajęzyka.
przydatność: 1/5
Litwini i Łotysze zwykle dobrze mówią po rosyjsku, angielsku bądź w obydwu tych językach. Nie ma ich wielu, a gospodarki tych państw są małe nawet biorąc pod uwagę ich względną bliskość z perspektywy Polski.
Osobiście, mimo że lubię małe kraje i ich języki, nie przyszło mi nawet do głowy, żeby uczyć się litewskiego bądź łotewskiego. Wiem na pewno, że obydwu języków można nauczyć się na filologii baltyckiej na UAM w Poznaniu. Co roku na przemian jest tam organizowana grupa z językiem łotewskim lub litewskim. O innych uczelniach, gdzie ich uczą niestety nie wiem.
Plemiona bałtyckie w średniowieczu. źr. Wikipedia
Wkrótce postaram się ocenić kolejne języki naszego regionu :)