Jakiś czas temu zapowiadałem, że skrobnę coś o języku, którego się "uczę" już od prawie pół roku, czyli mongolskim. Skąd mongolski? Otóż miałem do wyboru taki lektorat na magisterce i stwierdziłem, że może być ciekawie :) Nie no, tak naprawdę nie pasował mi angielski (o barbarzyńskiej godzinie 8 rano), a co więcej wiedziałem, że mongolski można zaliczyć bez poważniejszego wkładu własnego (zaliczenie - ułożenie 10 zdań, pisemnie, w domu ;)
Mongolski jest językiem oficjalnym oczywiście w Mongolii, ale tak naprawdę więcej osób używa go w Chinach, gdzie mieszka większość Mongołów. Przez to język ten jest rozdarty pomiędzy dwa systemy pisma: w Chinach zapisuje się go tradycyjnym pismem mongolskim, którego korzenie sięgają pisma fenickiego, a w Mongolii za pomocą cyrylicy.
Pismo mongolskie jest alfabetem zapisywanym z góry na dół. Mongołowie zapożyczyli je w średniowieczu od Ujgurów.
Ja uczę się tylko wersji z cyrylicą, którą przy okazji sobie odświeżam (trudna!).
Mongolski należy do rodziny języków ałtajskich, razem z tureckim, azerskim czy kazachskim. Do najtrudniejszych jego cech należą niemożliwe niekiedy do wymówienia zbitki spółgłoskowe, podział samogłosek na długie i krótkie oraz harmonia wokaliczna. Ta ostatnia polega na tym, że w wyrazie mogą się znaleźć tylko samogłoski należące do tej samej grupy. Mongolskie samogłoski dzielą się na dwie takie grupy: w jednej są e, u, o, w drugiej a, ʊ, ɔ, oprócz tego jeszcze neutralne i, które może się znaleźć w dowolnym wyrazie. Mongolski jest tak samo jak np. fiński, węgierski czy japoński językiem aglutynacyjnym, czyli budującym wyrazy z szeregu różnych "końcówek" (afiksów), z których każda ma tylko jedno znaczenie.
Podsumowując: trudny język, na pewno nie do nauczenia się (po co? ;), ale z językoznawczego punktu widzenia bardzo odkrywczy. A jeśli komuś się podoba, to Mongolia oferuje Polakom stypendia w Ułan Bator, pewnie niezła przygoda ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz