Staram się czytać Harry'ego codziennie. Mimo że mój francuski bardzo zbiedniał na studiach, czytanie idzie w zasadzie bez problemu, tylko mocno wyczerpuje. Dużo słów pokrywa się z angielskim, a dużo łacińskich rdzeni z ich odpowiednikami w polskim.
Podczas czytania wypisuję sobie słówka, które później tłumaczę. Do końca sierpnia mam nadzieję skończyć książkę, jestem ciekaw czy coś mi po tym zostanie jeśli chodzi o poziom...
Pozdrawiam!


Jak napisałam u siebie, takie czytanie i zapisywanie słówek znacznie wzbogaca słownictwo pasywne. Przy następnej książce znowu spotyka się te słówka i bardzo się utrwalają. Niestety jeśli chodzi o moje słownictwo aktywne, to po takiej sesji z HP mało skorzystałam. Ale chyba problem był taki, że mój angielski jest już na dość wysokim poziomie i słówka, które zapisywałam to np. kurzajka, kolor fioletoworóżowy (jest na to osobne słowo!) czy melasa ;). Tego raczej nie codziennie używa się w konwersacji, jednak fajnie znać :).
OdpowiedzUsuńU mnie zdecydowanie więcej jest takich słówek bo mój francuski mocno zardzewiał (zdarzało mi się wypisywać np. 'sen' 'podobny' 'miejsce' :D) Ratuje mnie w dużej mierze także to, że znam fabułę książki i wiem mniej więcej co kiedy się wydarzy, więc mimo tego że ledwo zahaczam o B2 to jestem w stanie ją przeczytać bez większych problemów (aczkolwiek nie jestem takim fanem który czytał każdą część po 5 razy :D). No i co by nie powiedzieć to jednak książka dla dzieci :)
UsuńJa zaś zaczęłam przygodę z "Ojcem Chrzestnym" po angielsku. Póki co, idzie dość opornie... ale jakoś to będzie. :)
OdpowiedzUsuńJa nawet po polsku nie czytałem niestety, trzeba będzie kiedyś się zabrać, to w końcu klasyka... powodzenia życzę :)
Usuń